Czy warto pojechać do Rumunii?

[UWAGA. Materiały opublikowane na stronie są objęte prawami autorskimi.
Nie kopiuj tekstów ani zdjęć - skorzystaj z opcji "Udostępnij"/"Share"]

Tytuł tego artykułu niech będzie odtąd przykładem niewłaściwie sformułowanego pytania, bo nie „czy”, a „dlaczego” – powinniśmy zapytać. Dlaczego więc warto pojechać do Rumunii? Co do tego, że fajnie tam spędzić urlop, nie mam żadnych wątpliwości. Ale z jakiego powodu? To zaraz postaram się pokrótce wyjaśnić.

O czym pomyślisz, kiedy zapytam Cię o Rumunię?

Zrobiłam kiedyś małą ankietę na Instagramie, a czasem też z ciekawości pytam o to na żywo. Wiele razy otrzymałam odpowiedzi, których w zasadzie się spodziewałam: „bieda”, „brud”, „strach jechać, bo napadną”, „Romowie” itp. Co ciekawe, żadna z tych osób nigdy nie była w Rumunii. Ci, którzy mieli przyjemność tam pojechać, udzielali całkiem innych odpowiedzi – wyłącznie o pozytywnym wydźwięku.

Na początek zmierzmy się ze stereotypami i mitami.

Wszyscy wiemy co za granicą sądzi się o Polakach i o Polsce. Że jest biednie i nie mamy dostępu do zachodnich produktów, że kradniemy samochody, że zataczamy się przez całą dobę od nadmiaru promili we krwi, a po polskich ulicach chodzą białe niedźwiedzie i żyjemy w wiecznej zmarzlinie. I to teraz, w XXI wieku. Fajnie, nie? Ja nawet polubiłam te niedźwiedzie, które pilnują mi zamarzniętego auta na parkingu. Przepraszam, rydwanu. Powiesz, że może kiedyś ludzie tak myśleli, przecież teraz podróżują, widzą jak jest… Owszem, jednak osób, które chcą przełamać stereotypy i obejrzeć jak naprawdę wygląda nasz kraj, nie będzie aż tak wiele jak tych, które wybiorą wakacje na którejś z popularnych ciepłych wysp. No szczerze, ile osób z takiej np. Portugalii czy Włoch jeździ na urlop do Polski? My niestety często robimy to samo. Niby „uwielbiamy podróżować”, ale bywa, że sprowadza się to – upraszczając – do dwóch tygodni na Kanarach lub na chorwackiej plaży z postojem nad Balatonem raz do roku. I każdy może się nazwać podróżnikiem, turystą czy jak tam chce, bo do tego nie trzeba żadnych kwalifikacji.

„Rumunia? A po co? Przecież…

(teraz wyjaśnię kilka mitów, stereotypów i opinii)

1. …tam jest niebezpiecznie!”

Z tego co zauważyłam, to poziom bezpieczeństwa mogłabym w zasadzie porównać do polskiego. Za to gościnności jakby troszkę więcej. To również potwierdzają mi po wizycie w Rumunii kolejni motocykliści, z którymi rozmawiam (Transfogarska to popularna trasa moto). Oczywiście nie mam w zwyczaju chodzić bocznymi uliczkami po nocy, bo taki spacer w każdym kraju może się niestety skończyć różnie, a na samotnych wyjazdach motocyklowych stosuję zawsze dodatkowe środki ostrożności. Ale nie ma żadnego powodu twierdzić, że jest to niebezpieczne państwo. Natomiast ostrożności nigdy dość – jestem zdania, że obojętnie gdzie byśmy pojechali, zawsze trzeba na siebie po prostu uważać. W każdym razie, jeżdżąc samotnie po Rumunii – czy to samochodem, czy motocyklem – czułam się bardzo dobrze i moje doświadczenia są jak najbardziej pozytywne. Natomiast ubezpieczenie turystyczne to wg mnie rzecz obowiązkowa gdziekolwiek się jedzie.

2. …Rumuni to inaczej Romowie”

Obywatele Rumunii to Rumuni (forma żeńska: Rumunki). Rumunię jednak, tak jak Polskę, zamieszkują różne mniejszości narodowe i etniczne, w tym również RomowieObecnie coraz częściej zwraca się uwagę, że określenie „Cyganie”, które kiedyś było używane zamiennie, ma negatywny wydźwięk i mogłoby kogoś urazić. Dlatego nie poleca się używania tego słowa w odniesieniu do społeczności romskiej. (forma żeńska: Romki). Są oni mniejszością pochodzenia indyjskiego i stanowią ok. 3% populacji Rumunii. To grupa, która ma swoją oryginalną kulturę, tradycję i zasady. Przejeżdżając przez niektóre miejscowości możesz z drogi podziwiać ich bogato zdobione domy – może to nie jest styl do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, ale niewątpliwie robi wrażenie swoim rozmachem. Rom może być obywatelem Rumunii (tak samo jak Polski, Hiszpanii czy gdzie tam mieszka), ale w drugą stronę – statystyczny Rumun, tak jak Polak, ze społecznością romską ma zazwyczaj niewiele wspólnego, jeśli nie należy do tej mniejszości. Jako że do Polski przybywali zazwyczaj Romowie z Rumunii i Bułgarii, automatycznie zaczęliśmy błędnie utożsamiać grupę etniczną z całą narodowością. To ważne, by nie mylić pojęć i nie dopuścić do nieporozumienia, ale też by nie kierować się uprzedzeniami – każdemu przecież należy się szacunek i pochodzenie nie może mieć tu żadnego znaczenia.

Dodam jeszcze tylko dla porównania, że Węgrów jest w Rumunii aż 6% – to dwa razy więcej niż Romów. Te tereny zamieszkuje też niewielki odsetek Ukraińców czy Niemców. W regionie Bukovina można się również natknąć na polskie wsie, stworzone niegdyś dla Polaków sprowadzonych tam lata temu do pracy w kopalniach soli.

3. …tam jest biednie i brudno”

Zawsze się znajdzie bardziej rozwinięty kraj od tego, w którym akurat jesteśmy – nie tylko pod względem ekonomicznym. Być może Rumunia nie dorównuje nam jeszcze w postępie cyfryzacji, ale prawda jest taka, że jeśli chodzi o niektóre technologie, to w tym temacie nie dorównują nam również i Niemcy. Natomiast nie ma specjalnych problemów z zasięgiem (no chyba że w wysokich górach, wiadomo), internet w telefonie ogólnie działał mi tam bez zarzutu. Wiele pensjonatów oferuje też darmowe wi-fi i naprawdę przyzwoite standardy. Fakt, w Rumunii jest bardzo dużo wiosek i mniejszych miejscowości i to też przekłada się na skromniejszy styl życia mieszkańców. Ale baza noclegowa jest już na coraz lepszym poziomie, każdy znajdzie coś dla siebie. Na ulicach oprócz nowych modeli Audi (kilka lat temu była to chyba najpopularniejsza marka premium w tym kraju), BMW czy Mercedesów, zobaczysz gdzieniegdzie wozy ciągnięte przez konie (niektóre mają swoje 'tablice rejestracyjne’!). Można mieć momentami wrażenie, że oto wjechaliśmy do Polski z lat 90., a stragany przy zabytkach mają klimat jaki pamiętamy z odpustów. Nie zapominajmy, że Rumunia to również kraj postkomunistyczny i ma to swoje konsekwencje. Styl urządzania wnętrz jest trochę inny niż jesteśmy przyzwyczajeni, a dobre hotele mają zazwyczaj jakiś akcent „pałacowy”, powiedziałabym: „muzealny”. Ale to wszystko robi bardzo fajny klimat. Dodam, że nie zdarzyło mi się, żeby w wynajmowanym pokoju było brudno czy żeby personel był niemiły. Zawsze wszystko w porządku – czy to w małym pensjonacie, czy w hotelu. Trzeba wziąć pod uwagę, że na różne miejsca można się natknąć, ale tak będzie w każdym kraju. Co prawda czasem trudno się porozumieć w języku angielskim, ale mamy jeszcze coś takiego jak Google Translate i własne ręce do pokazywania o co nam chodzi. A najwięcej potrafi załatwić uśmiech, co do tego nie mam wątpliwości 😉 Jedyne co mi się nie podobało w Rumunii, to śmieci na poboczach i wszędzie chodzące bezpańskie psy. Nie jest to jednak powód, by tam nie jechać. Nigdzie nie jest przecież idealnie.

Poniżej parę przykładowych pokoi 2-osobowych za 110-220 zł (większość ze śniadaniem). Wśród nich jest tylko jedno zdjęcie z hotelu, reszta to mniejsze lub większe pensjonaty. Wszystko czyste, świeże i pachnące 🙂

4. …to nie jest prestiżowy kierunek”

Hmm… to zależy czym dla kogo miałby być ów „prestiż”, bo znalezienie w Rumunii dobrego hotelu wcale nie jest jakimś wielkim wyczynem. Faktem jest, że nie zobaczymy tu palm nad złocistą plażą przy lazurowej wodzie, niemniej z całą pewnością mogę powiedzieć: to państwo ma dużo więcej do zaoferowania niż niejeden region uważany za „turystyczny” i na pewno nie będzie to nudny leżak przy obleganym kurorcie. Oczywiście byłoby nie w porządku gdybym powiedziała, że wszyscy będą zadowoleni z takich wakacji. Jestem zdania, że nie jest to dobre miejsce dla tych, którzy nie lubią podróżować. Ani dla tych, którzy nie widzą wartości w poznawaniu innej kultury i nowych regionów czy nie potrafią zrozumieć, że różnorodność jest swego rodzaju wartością. I wreszcie – nie jest to miejsce dla tych, których celem życia jest narzekanie na wszystko, bo wyszukując na siłę problemy, których najczęściej nie ma, tracimy z oczu to, co jest naprawdę warte uwagi. Jeśli potrafisz się otworzyć na nowe doświadczenia, chcesz zobaczyć miejsca, które zachwycają na różne sposoby i pozostają w pamięci na zawsze – jedź i sprawdź. A jeśli ktoś znów Ci wyskoczy z jakimś „prestiżem” (czymkolwiek to jest), to się nie tłumacz – po prostu rób swoje 😉

5. …tam nic nie ma”

Czy rzeczywiście? Nie śmiałabym nazwać „niczym” majestatycznych Karpat, emocjonujących tras widokowych, niesamowitych budowli (nie tylko sakralnych), zdobionych na różne oryginalne sposoby, niepowtarzalnych miejsc z listy UNESCO – pełnych historii i sztuki, skarbów natury czy też ludzi, którzy pielęgnują swoje piękne tradycje i chcą się tym dzielić. Bo Rumunia to nie tylko „zamki Drakuli” w Transylwanii – powiedziałabym wręcz, że jest mnóstwo ciekawszych atrakcji. Jadąc tam wkraczamy w nieco inny świat. Ale „inny” to znaczy po prostu nieco różny od naszego – na pewno nie gorszy ani lepszy. Każdy kraj się czymś przecież różni i to jest właśnie piękne.

Tutaj miały być przykładowe zdjęcia z całego kraju, ale nie ma sensu wrzucać naraz wielu przypadkowych ujęć, jeśli w większości artykułów na stronie będziesz mieć okazję przyjrzeć się rumuńskiej różnorodności opatrzonej konkretnym opisem. Myślę, że Projekt Rumunia będzie dobrym miejscem, by rozpocząć i kontynuować swoją drogę do odkrywania tych pięknych terenów. Ale nie musisz przecież wierzyć mi na słowo… 😉

Dlaczego więc warto pojechać na urlop do Rumunii?

Powodów jest wiele i każdy może znaleźć sobie swój własny argument, który zmotywuje go do podróży. To może być któryś z niżej wymienionych, ale przecież nie musi…

  • Żeby się przekonać, jak bardzo ograniczają nas stereotypy i żeby je w końcu raz na zawsze samemu zweryfikować.
  • Żeby przejechać się jednymi z najwyższych i najsłynniejszych dróg górskich w Europie.
  • Żeby zobaczyć miejsca pełne historii, które zostaną nam w pamięci na zawsze.
  • Żeby dać sobie szansę na nowo odkryć, że kontakt z naturą daje dużo wytchnienia.
  • Żeby spróbować nowych ciekawych potraw.
  • Żeby po powrocie do kraju opowiedzieć bliskim, że są gdzieś na świecie (całkiem niedaleko zresztą), takie wyjątkowe miejsca, które zdecydowanie warto zobaczyć.

Albo bez powodu – bo niby czemu nie?